Riverside: podróż w nieznane

18 Październik 2018
/ Opublikowane przez: Ticket Club / tags:
Riverside - zdjęcie

Wydana pod koniec września siódma płyta Riverside zadebiutowała na pierwszym miejscu OLiS. Sukces "Wasteland" jest dla tria potwierdzeniem wsparcia fanów i jednocześnie podziękowaniem za determinację i odwagę.

"Wasteland" to pierwszy album Riverside nagrany po niespodziewanej śmierci Piotra Grudzińskiego. Gitarzysta zmarł 21 lutego 2016 roku, kilka miesięcy po premierze poprzedniego krążka "Love, Fear and the Time Machine". Po rocznej przerwie grupa wróciła na scenę dwoma wyprzedanymi na pniu koncertami w warszawskiej Progresji. Na scenie towarzyszył jej (i towarzyszy do dziś) Maciej Meller, który zastępuje Piotra na koncertach, ale nie ma statusu pełnoprawnego członka zespołu.

Na siódmej płycie grupa prezentuje odmienione oblicze. To z jednej strony naturalna konsekwencja tragicznych wydarzeń, ale z drugiej zmiana, która kiełkowała w głowie lidera Riverside Mariusza Dudy od pewnego czasu. - Przyznaję, że już wcześniej przymierzałem się do czegoś takiego. Po "trylogii tłumu" – płytach "Anno Domini High Definition", "Shrine of The New Generation Slaves", "Love, Fear and the Time Machine" – chciałem, żebyśmy poszli w inną stronę. Pomiędzy tym wszystkim miał być "Eye of the Soundscape", takie wydawnictwo, które jest gdzieś pomiędzy trylogiami. No i szykowałem się do jakiejś zmiany – przyznał w wywiadzie dla CGM.pl muzyk. - Kiełkowało mi to w głowie od dawna, natomiast wybuchło w chwili kiedy stało się to, co się stało. Kiedy straciliśmy Piotrka, nie było już odwrotu. Ta zmiana jest znacznie większa, niż pierwotnie sobie to założyłem – dodaje.

- Śmierć Piotra pociągnęła za sobą wiele emocji, które odcisnęło piętno na tym, co i jak teraz gramy, niejako podyktowała zamknięcie tamtego rozdziału i otwarcie nowego. Nie chciałem, żeby Riverside udawał zespół z tamtych płyt tylko po to, żeby zadowolić fanów i żeby pokazać, że możemy spokojnie istnieć bez niego. To jest teraz jednak inny zespół – deklaruje Mariusz.

Nowy album to z jednej strony podróż w nieznane, ale z drugiej również powrót do przeszłości. Z racji na sytuację, w której znalazło się Riverside, grupa najchętniej odnosi się do czasów swojej drugiej płyty. - Kiedy myślałem o tytule, wiedziałem, że ta płyta powinna nazywać się "Second Life Syndrome". To jest właśnie ten tytuł. Niestety, wpadłem na ten tytuł już w momencie nagrywania drugiego albumu, a "Second Life Syndrome 2" czy "Second Life Syndrome... Reprise" nie ma przecież sensu. Pomyślałem, że to nie może być nic związanego z tym, co było kiedyś. To jest kompletnie nowy rozdział. Był już koniec świata. Tamten świat odszedł w niepamięć, trzeba zacząć na zgliszczach budować coś nowego. Pomyślałem, żeby zacząć nowy etap nowym tytułem, najlepiej krótkim, czyli takim, jakiego nie mieliśmy jeszcze nigdy. Ale jednocześnie chciałem, żebyśmy w jakiś sposób mrugnęli do fanów, dali im taki easter egg, który pozwoli powiązać "Wasteland" z naszym drugim albumem. Stąd nawiązania w tytułach pierwszego i ostatniego utworu. Tam mieliśmy "After" i "Before", tym razem "The Day After" i "The Night Before" – wyjaśnia Mariusz Duda.

Natychmiast po wydaniu znakomitego "Wasteland" formacja ruszyła w trasę. Riverside jest jednym z nielicznych polskich zespołów, mogących pochwalić się statusem międzynarodowej gwiazdy. Na jego koncerty czekają fani z różnych zakątków Europy i nie tylko. Zanim grupa ruszy na podbój kontynentu, ma przed sobą końcówkę polskiej części trasy. W najbliższy piątek Riverside wystąpią w krakowskim klubie Studio.

Powiązane wydarzenia